menu Krzyś

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejowanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 listopada 2015

Olej jojoba

Pisałam Wam już kiedyś o moim uniwersalny kosmetyku jakim jest masło shea. Jestem z niego bardzo zadowolona, jednak nie sprawdza się on u mnie na włosach oraz zamiast kremu do rąk (jest zbyt tłusty i długo się wchłania). Dlatego znalazłam kosmetyk, który świetnie go uzupełnia - olej jojoba.
 

 
Opis z opakowania:
 
"Określany jako naturalny płynny wosk bardzo trwały i odporny na wysokie temperatury. Tłoczony na zimno olej jojoba gold jest jednym z najbardziej drogocennych surowców w kosmetyce. Zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe, naturalną witaminę E i F, fitosterole oraz skwalen, który występuje w naturalnym płaszczu tłuszczowym skóry, chroniąc ją przed utratą wody. Jojoba posiada właściwości odżywcze, zmiękcza, nawilża i natłuszcza. Polecany zwłaszcza przy występowaniu chorób skórnych głowy, w leczeniu suchych egzem, skuteczny w leczeniu łupieżu i wypadaniu włosów. Poprawia stan skóry głowy, gdyż rozpuszcza osadzony łój oraz obniża poziom kwasowości skóry. Oczyszcza cebulki włosów, przez co powoduje spowolnienie procesu wydzielania łoju, stymuluje wzrost włosów, oraz dodatkowa zawartość jodyny pielęgnuje i chroni skórę przed działaniem bakterii. Doskonały do pielęgnacji cery trądzikowej, delikatnej, dla osób o skłonnościach alergicznych. Pielęgnuję delikatną skórę wokół oczu, ust oraz dłoni. Już od pierwszego użycia skóra staje się gładka i miła w dotyku. Można stosować do każdego rodzaju skóry."
 
Moje zastosowanie tego oleju:
 
- dodaję go do kąpieli
- nakładam na twarz
- używam go w ciągu dnia zamiast kremu do rąk (szybko się wchłania!)
- sprawdza się do olejowania włosów
- dodaję go czasem do odżywki bądź maski
- wykonuję nim masaż pleców mojego chłopaka :-)
- leczę nim (oraz masłem shea) wszelkie problemy skórne typu łupież czy trądzik.
 
Olej jest rzadki i przez to nie jest szalenie wydajny, natomiast zdecydowanie warto go mieć. Nosiłam go w torebce i używałam codziennie, gdy pracowałam na magazynie. Świetnie nawilża i uelastycznia skórę twarzy i ciała oraz włosy. Serdecznie Wam go polecam! 

Inne produkty firmy ETJA:


Jakie zastosowanie ma u Was olej jojoba? Testowaliście inne oleje tej firmy?

sobota, 19 września 2015

Włosy średnioporowate

Włosy oczywiście nie muszą mieć skrajnie wysokiej bądź niskiej porowatości. Może być to po prostu porowatość średnia. Nie znaczy to, że są lekko zniszczone, a jedynie delikatnie uwrażliwione z powodu nie tak szczelnie domkniętych łusek jak w przypadku niskoporów. Często włosy średnioporowate są naturalne i zdrowe. Nie są ani mocno puszące się, ani też lejące się i śliskie... To taki typ pośredni, który posiada zalety jednych i drugich włosów, czyli:

- można je łatwo ułożyć
- wyglądają na zdrowe (i zwykle są)
- mają odpowiednią objętość (nie są przylizane, ani spuszone)

Oczywiście, każde włosy mają swoje lepsze i gorsze dni. To jest jedynie opis poglądowy, aby ułatwić Wam rozpoznanie właściwej porowatości. 

Przyjrzyjmy się jeszcze raz strukturze włosów wysokoporowatych, tym razem z bliska (tutaj były już kilkukrotnie olejowane olejem lnianym, więc są znacznie spokojniejsze)...


...i niskoporowatych:


Średnioporowate będą pomiędzy jednymi a drugimi ;-) Nie dysponuję obecnie żadnym zdjęciem włosów o takiej strukturze, a nie mam zwyczaju pobierać na bloga zdjęć z internetu, więc jeśli któraś z czytelniczek miałaby ochotę pochwalić się swoimi średnioporowatymi włosami, to dorzucę fotkę :-)

Jak odróżnić włosy średnio- od niskoporowatych? Średnioporki będą miały więcej objętości i mniej blasku (bez silikonów).

Jak odróżnić włosy średnio- od wysokoporowatych?
Średniopory zwykle są mniej spuszone na końcach (umiarkowana objętość na całej długości), są mniej kruche i humorzaste.

Mogą się jednak nieźle spuszyć od wilgoci lub po suszarce, tak jak wysokoporki.

Co lubią włosy średnioporowate?

Wszystko po trochu ;-) Polecam wypróbować zarówno kosmetyki polecane włosom wysokoporowatym, jak i te dedykowane niskoporom. Sprawdzone oleje, które rzadko nas zawodzą niezależnie od porowatości to: jojoba, oliwa, olej arganowy i lniany. Proteiny też się przydadzą. Cięższe maski olejowo-silikonowe można stosować od czasu do czasu, gdy chcemy aby włosy były gładkie i śliskie (warto zachować naturalną objętość u nasady).

Czego nie lubią średnioporki?

Ciężko powiedzieć... W zasadzie tego, co wszystkie typy włosów, czyli nadmiernego przesuszania i nie podcinania końcówek oraz przyklapu u nasady. Jeśli chodzi o kosmetyki, to kwestia bardzo indywidualna, ale generalnie nie lubią nudy ;-) 

Hasła dla średnioporowców:

Włosy normalne, lekko puszyste, mało problemów, zróżnicowana pielęgnacja.

Motto: Dbaj o równowagę pielęgnacyjną.


Znacie już swoją porowatość?
 

piątek, 11 września 2015

Włosy wysokoporowate

Tak, wiem że po drodze jest jeszcze porowatość średnia, ale zdecydowanie łatwiej będzie Wam odróżnić te poziomy, gdy zobaczycie skrajności. Tata uczył mnie tak programów graficznych kilka lat temu: "Jeśli nie wiesz, co to za opcja 'saturation', to przejedź paseczkiem od lewej do prawej i zobacz czym się różnią te  wartości.' I to właśnie teraz zrobimy :-)

Widzieliście już porowatość niską, teraz czas na wysoką. Moje włosy w wersji wysokoporowatej i mocno spuszonej:



Wyglądają na wściekłe :D a dodatkowo są zniszczone, suche i kruche. Łuski są mocno rozchylone. Przyjrzyjcie się końcówkom... Masakra!

Jak zadbać o takie włosy?
Przede wszystkim, odstawić amoniak, kosmetyki z alkoholem i wszelką stylizację z użyciem ciepła! Regularnie podcinać końcówki i olejować włosy w prawidłowy sposób, ale o tym w innym poście. Najpierw trochę o naturze wysokoporów. Włosy porowate niekoniecznie muszą być zniszczone. Mogą być porowate z natury (prawie wszystkie włosy kręcone). Włosy tego typu należy dokarmiać głównie emolientami czyli olejami, alkoholami tłuszczowymi i silikonami. Tak, silikonami właśnie, choć najlepiej tymi, które łatwo możemy zmyć.

Wysokoporki łatwo się plączą, moczą i szybko schną (rozchylone łuski są jakby otwartymi drzwiami, więc woda szybciej się wlewa i wylewa). Często są również podatne na stylizację, ponieważ się nie ślizgają. Nie znaczy to jednak, że "suche blond siano" będzie wyglądać estetycznie. Trzeba się trochę napracować, aby doprowadzić je do dobrego stanu. Tutaj przykład lepszego traktowania moich wysokoporów:



Życie z rozjaśnianymi włosami ułatwiły mi łagodne i tłuste szampony, dociążające maski oraz olejowo-silikonowe serum na końcówki. Na tamtym etapie wciąż nie miałam jeszcze swojego sprawdzonego oleju i popełniałam wiele błędów, jak np. stosowanie masła shea w czystej postaci, które koszmarnie puszyło moje włosy (jak na tym pierwszym zdjęciu). Czasem trafiały mi się po prostu lepsze dni, gdzie udało się włosy nieco przylizać silikonami (to co widzicie powyżej).

Pokażę Wam jeszcze zdjęcie w sierpnia zeszłego roku czyli na 2 miesiące przed rozpoczęciem stosowania naturalnych kosmetyków. Również wysokopory:



Włosy były rzadkie i nijakie, choć i tak tutaj miały się dobrze, bo jadłam siemię lniane przez ok. 1,5 miesiąca (stąd ten blask). Pewnie zastanawiacie się czemu pokazuję Wam tyle różnych zdjęć, pisząc o tej samej porowatości. Dlatego, że wysoką porowatość można zamaskować stylizując włosy (jak u fryzjera) ciepłem i silikonami. Jak więc należy oceniać porowatość? Najlepiej po użyciu szamponu z SLS i bez żadnej odżywki ani silikonowych oblepiaczy. Im wyższa porowatość, tym trudniej rozczesać włosy w takich warunkach, ponieważ łuski mocno odstają i zaczepiają się o siebie nawzajem. Zwykle jest też znacznie większy puch.

Co lubią włosy wysokoporowate?

Regularne podcinanie końcówek, kuracje odbudowujące (z keratyną i lipidami), ciężkie maski, tłuste szampony bez SLS i SCS (porządne oczyszczanie tylko raz w tygodniu przy myciu co 2 dni), silikony, alkohole tłuszczowe, oliwę, olej lniany i awokado.

Czego nie lubią wysokoporki?
Protein o małych cząsteczkach, maseł (np. karite), oleju kokosowego (!), wysuszajacych kosmetyków (szamponów z SLS na co dzień, stylizatorów z alkoholem, szamponów ziołowych i przeciw łupieżowych), stylizacji ciepłem (prostownicy!), ugniatania końcówek (koczka ślimaka).


Hasła dla wysokoporowców:

Puch, otwarte łuski, łamliwość, objętość, podatność na wilgoć i stylizację.

Motto: Zaprzyjaźnij się z emolientami.


A co u dzisiejszym poście myślą posiadaczki włosów wysokoporowatych? Zgadzacie się z moimi wnioskami?

czwartek, 10 września 2015

Włosy niskoporowate

Idealnym przykładem są włosy Azjatek - proste jak druty, mocne i błyszczące. Są odporne na uszkodzenia, nie plączą się zbytnio oraz nie lubią zbyt intensywnej pielęgnacji. One są po prostu zdrowe z natury. Mają szczelnie domknięte łuski i błyszczą w każdym świetle. Zazwyczaj posiadaczki tego rodzaju włosów nie farbują ich wcale lub używają łagodnych farb (albo henny). Do posta załączam kilka zdjęć mojej przyjaciółki Emilki :-) Emi ma piękną taflę włosów praktycznie do pasa. Obecnie, wymagają podcięcia, ale i tak są w świetnej kondycji na długości, więc warto się przyjrzeć ich strukturze.




Wydaje się, że są to włosy doskonałe, ponieważ są piękne "same z siebie" i niewiele trzeba robić, aby o nie zadbać. Mają jednak 3 malutkie wady.

Po pierwsze, ciężko je ułożyć. Szczególnie jeśli proste włosy chcemy zakręcić np. na wesele, fryzura rozwali nam się bardzo szybko. Podobnie jest w przypadku gdy chcemy je związać. Wyślizgują nam się z gumek.

"Niskopory" nie muszą być koniecznie proste. Często są również falowane. Podobno kręcone też mogą być, choć ja jeszcze takich na żywo nie spotkałam ;-)

Po drugie, trzeba uważać na proteiny. Osoby, które lubią dbać o włosy i cały czas mogłyby coś na nie nakładać mogą je bardzo łatwo spuszyć lub obciążyć nadmiarem kosmetyków. Proteiny stosujemy tylko wtedy, gdy chcemy dodać takim włosom objętości.

Po trzecie, ciężko je zmoczyć, a jak już się zmoczą to długo schną. Choć włosy Emilki są podatne na wilgoć w powietrzu: "Gdy są mokre i wycieniowane, to falują we wszystkie strony."



Ogólnie, takie włosy lubią być naturalne i mieć święty spokój. Najlepiej zostawić je w takiej formie w jakiej są (proste, falowane lub kręcone) i używać naturalnych szamponów bez silikonów i SLS-ów (te tylko raz w tygodniu, żeby oczyścić skalp i nie obciążać dodatkowo włosów). Warto pamiętać również o silikonowo-olejowym serum na końcówki. Odżywkę lub olej też można nałożyć od czasu do czasu. Należy jednak zachować umiar i uważać również ze stylizacją, gdyż nawet tak mocne włosy mogą zmienić porowatość na średnią a dalej na wysoką.



Co lubią włosy niskoporowate?
Masło shea, olej arganowy, olej kokosowy, olejowanie końcówek, proteiny hydrolizowane, aloes, siemię lniane.

Czego nie lubią niskoporki?
Protein o dużych cząsteczkach, silikonów (bardzo łatwo je obciążyć, więc z silikonami trzeba uważać i stosować raczej na końcówki).


Hasła dla niskoporowców:
siła, blask, naturalność, umiar, gładka tafla.

Motto: Mniej znaczy więcej. 


Wszelkie uwagi proszę zgłaszać śmiało, zwłaszcza te dotyczące protein, ponieważ ten temat nie jest moją mocną stroną ;-p

wtorek, 8 września 2015

Olejowe SPA :-)

Dzisiejszy post będzie skierowany przede wszystkim do posiadaczy suchej skóry i włosów. Jeśli organizm jest odwodniony, to bardzo trudno jest go tak po prostu nawilżyć za pomocą jednej kuracji. Oprócz picia min. 1,5 litra wody dziennie polecam Wam oleje, a przede wszystkim:

a) do włosów: lniany lub oliwę 

 b) do ciała: jojoba albo masło shea (karite)



Mój olejowo-kąpielowy rytuał wygląda następująco:

1. Oczyszczam twarz olejowym peelingiem cukrowym z kozim mlekiem i liczi (w składzie ma też olej sojowy jeśli dobrze pamiętam) polskiej firmy Organique. Jest bardzo tłuściutki i moja skóra go uwielbia! Przeznaczony jest wprawdzie do ciała, ale ja używam go do twarzy ;-)

2. Następnie na twarz nakładam masło karite

3. Do ciepłej wody w wannie dodaję kilka kropli jojoby oraz odrobinę masła shea.

4. Namaczam porządnie włosy i ciało w olejowej kąpieli (jeszcze bez płynu z bąbelkami)

5. Dwukrotnie myję włosy delikatnym szamponem (mogę wtedy zmyć olej lniany z odżywką, jeśli miałam wcześniej czas na olejowanie)

6. Czasem nakładam odżywkę jeszcze, a czasem wystarczy tylko szampon

7. Myję ciało łagodnym żelem pod prysznic, dodaję płynu do bąbelków czy co tam mi jeszcze przyjdzie do głowy ;-)

8. Tuż przed wyjściem z wanny nakładam jeszcze troszkę masła karite na najbardziej wysuszone partie ciała (np. łydki po goleniu lub po depilatorze)

9. Zwilżam twarz czystą ciepłą wodą, aby masełko się nieco rozpuściło i lepiej wchłonęło

10  Wycieram się ręcznikiem i wychodzę

11. Zakładam bawełnianą piżamę i po wyschnięciu/wysuszeniu suszarką włosów idę spać :-)


Kuracja jest bardzo ciepła, olejowa i przyjemna :-) Stosowana regularnie daje naprawdę dobre efekty. Polecam każdemu, szczególnie osobom, które są mocno wysuszone i nie lubią lepkich chemicznych balsamów.

Co myślicie o takim olejowaniu? Jakie są Wasze sposoby na piękną skórę i włosy?

środa, 2 września 2015

Sierpniowa aktualizacja + nowy początek

Kochani,

Wybaczcie mi tę nieobecność na blogu. Moje życie wywróciło się do góry nogami i mieszkam teraz w Anglii. W Stoke-on-Trent jest bardzo spokojnie, przyjaźnie i miło :-) Obcy ludzie uśmiechają się do mnie na ulicy. To duża odmiana po 8 latach w Warszawie, gdzie widać na ludzkich twarzach zmęczenie, frustrację i ogólną niechęć do świata. Trudno się dziwić, jeśli się pracuje na umowie śmieciowej za 1500zł miesięcznie, a szef stawia nam wymagania, których po prostu NIE DA SIĘ spełnić. Tak właśnie było w moim przypadku, dlatego zdecydowałam się na wyjazd. Mieszkam teraz w domku z osobami różnych narodowości i kultur, no i oczywiście z moim chłopakiem <3

Ale dość już o zmianach życiowych. Czas przejść do włosów ;-) Moja obecna pielęgnacja wygląda tak, że ograniczyłam użycie masek i odżywek po szamponie oraz całkowicie odstawiłam serum na końcówki. Włosy miały już dość. Skupiłam się za to na olejowaniu włosów olejem lnianym w następujący sposób (z bloga Blond Hair Care emulgowanie oleju odżywką):

1. Moczę lekko włosy, szczególnie końcówki
2. Nakładam olej lniany na min. 1-2 godziny, czasem na noc
3. Moczę ponownie włosy i nakładam na nie tanią odżywkę z alkoholami tłuszczowymi (Timotei lub balsam z kozim mlekiem, którego nie mogę się do tej pory pozbyć)
4. Po min. 0,5-1 godzinie myję włosy szamponem 2 razy
5. Od czasu do czasu nakładam jeszcze na chwilę odżywkę, ale nie zawsze

Włosy odpoczęły od silikonów i były zmywane szamponami z SLS przez ok. 2 tygodnie. Olejowałam je średnio co 2 mycia. Widzę wyraźną poprawę na długości. Niestety, 40-stopniowe upały w Polsce oraz wiązanie włosów w koczek zaszkodziło końcówkom. Łamią się i plączą. Zdecydowanie wymagają podcięcia, mimo że obcinałam je w lipcu.A oto jak włosy prezentowały się na początku sierpnia:


Wciąż są porowate, ale na pomimo nie nałożenia odżywki po myciu, nie są mocno spuszone. Widać też różnicę pomiędzy mniej porowatą górą farbowaną farbą Color&Soin a dołem jeszcze po Kolestonie Perfect 12/89 z wodą 9% (nigdy więcej nie popełnię tego błędu!).

Jestem zadowolona z tego jak zmieniają się moje włosy, choć chciałabym aby się tak nie kruszyły i żeby szybciej rosły. Udało mi się przyspieszyć ich porost z 10 do 12mm w sierpniu po jedzeniu jagód Goji, które Wam serdecznie polecam :-) Uzupełniłam sobie cenne składniki w organizmie i teraz wszelkie kuracje powinny działać lepiej. Wracam również do jedzenia awokado :-)

A jak się mają Wasze włosy? Jak zareagowały na upały w Polsce lub za granicą?

piątek, 22 maja 2015

Zmiany ciąg dalszy...

Moje jedzenie awokado przebiega trochę inaczej niż planowałam. Miałam je jeść codziennie, jednakże jest to duży koszt, a efektów jak nie było tak nie ma. Dlatego jem awokado z różną częstotliwością i daję mu szansę zawsze gdy mam ku temu okazję (w Subway'u można nim posmarować kanapkę zamiast masła czy sosu). Nie przytyłam, a włosy nadal są suche. Awokado zostanie ze mną na dłużej lecz raczej nie codziennie. Zobaczymy jeszcze co powie Pani, która od 31 stycznia b.r. zajmuje się moją dietą i oczyszczaniem organizmu (najbliższa wizyta 28 maja).

Będę próbować częstszego olejowania i jest to spowodowane pierwszym wrażeniem po użyciu "oleju lnianego do diety doktor Budwig". Olej ten wykazuje predyspozycje do właściwego dociążenia moich włosów - w końcu! Przetestuję całą buteleczkę "próbną" i jeśli olej lniany okaże się strzałem w 10, zainwestuję w większą butelkę.

A oto jak prezentowały się moje włosy w dzień po urodzinach czyli 16 maja w Powsinie:



Wysuszyłam je jonizującą suszarką i stąd efekt w miarę prostych, choć nie przyklapniętych kłaczków :-)



Kochani, zostało jeszcze kilka dni konkursu :-) Zachęcam Was serdecznie do udziału.

Dajcie znać w komentarzach jak tam Wasze olejowanie oraz dieta :-) Widzicie jakieś rezultaty?

poniedziałek, 11 maja 2015

Zmiany w pielęgnacji

W weekend podcięłam końcówki i znów mam nadzieję, że tym razem zapuszczanie włosów pójdzie mi lepiej niż w ostatnich miesiącach. Skoro poprzednie rozwiązania nie zdały egzaminu (włosy nadal koszmarnie się łamały), trzeba zrobić to inaczej. Po skonsultowaniu się z kilkoma Włosomaniaczkami oraz po doczytaniu ważnych informacji na blogach dziewczyn o podobnych włosach jak moje postanowiłam wprowadzić takie oto zmiany w moich włosowych nawykach:

- zobowiązuję się do podcinania końcówek co 2-3 miesiące (lepiej co 2)
- ograniczam proteiny, ponieważ moje włosy są na nie zbyt suche i wrażliwe (żelatynowe rybki)
- będę częściej olejować włosy arganem i oliwą, aby je uelastycznić i nawilżyć
- zmienię fryzurę do spania z warkocza/kucyka na koczek (końce mniej się wycierają o poduszkę, a włosy zyskują na objętości)
- zadbam o to, żeby baby hair szybciej odrastały (jantar, peeling, siemię)
- postaram się zdrowiej odżywiać i pić więcej wody (najtrudniejsze do spełnienia)




Co myślicie o moich pomysłach? Podzielcie się proszę Waszymi sposobami na zdrowe, elastyczne i dociążone włosy!


Przypominam o konkursie :-)

niedziela, 22 marca 2015

Zdrowe włosomaniactwo oszczędnością czasu i pieniędzy

Zapewne większość z Was słysząc słowo "Włosomaniaczka" wyobraża sobie dziewczynę z włosami do pasa, która codziennie spędza kilka godzin na dbaniu o włosy. To nie do końca tak jest...

Mówiąc ZDROWE włosomaniactwo, nie mam na myśli nakładania na włosy wszystkiego co się da w dużych ilościach i najlepiej na raz, codziennie. Trzeźwo myśląca Włosomaniaczka nie robi takich rzeczy. Owszem, jeśli decydujemy się na kurację wcierką, należy jej używać przez 3 tygodnie codziennie. Nie znaczy to jednak, że codziennie trzeba włosy olejować, myć je 3 razy, potem nakładać maskę (mocną samą w sobie i jeszcze "stuningowaną" półproduktami), odżywkę bez spłukiwania i kosmetyk do stylizacji (np. piankę czy lakier) przepijając w międzyczasie kubkiem skrzypokrzywy...

KAŻDY MA INNE WŁOSY, CO INNEGO LUBIĄ I MOŻNA OCZEKIWAĆ INNEGO EFEKTU. Warto jednak przemyśleć co naszym włosom jest niezbędne na co dzień, a w co warto zainwestować czas i pieniądze tylko od czasu do czasu. Warto dbać, bo im zdrowsze włosy, tym łatwiej je rozczesać. I to bez bólu :-)

Na podstawie mojej pielęgnacji włosów wysoko- oraz średnioporowatych mogę powiedzieć, że włosy nie lubią być męczone codziennym myciem i olejowaniem. Optymalna częstotliwość olejowania to 1-2 razy w tygodniu, przy czym nie znaczy to również, że ilość oleju na włosach powinna być tak duża, by olej skapywał z włosów... Grunt to umiar.

Po pierwsze: NIE SZKODZIĆ! 

Najważniejszą zasadą włosomaniactwa jest pozbycie się złych nawyków, takich jak agresywne farby do włosów lub detergenty podrażniające skórę oraz wysuszające włosy. Częsta stylizacja przy użyciu ciepła oraz kosmetyków do układania i utrwalania fryzury (zwykle zawierających dużo chemii i alkohol) również nie jest wskazana. Tak więc jest to pielęgnacja włosów poprzez zaniechanie ;-) Przyznacie, że to oszczędne, prawda?

Poza tym, Włosomaniaczka uczy się rozpoznawać potrzeby swoich włosów i dawać im stopniowo coraz mniej kosmetyków a lepiej trafiające w sedno problemu. W miarę poprawy stanu włosów, odstawiamy ciężkie silikonowe kosmetyki (zwykle te są najdroższe) i przechodzimy na pielęgnację bardziej naturalną. I tu pewnie pomyśleliście, że to duży wydatek... Nic bardziej  mylnego! Zdrowe produkty można dostać nie tylko w sklepach organicznych, ale również w zielarskich czy w Biedronce (tanie jak barszcz!) lub przez internet (należy wybierać mądrze, szukać promocji i oszczędzać na przesyłkach).

Wprawione Włosomaniaczki czytają składy i nie lubią przepłacać. Patrząc na INCI, wiedzą czy kosmetyk jest wart swej ceny czy też nie. Popełniają mniej błędów oraz szukają tańszych zamienników. Często też wymieniają się próbkami lub kosmetykami, które u nich się nie sprawdziły a mają szansę pomóc włosowej koleżance.

No i na koniec dodam, że zdrowe zadbane włosy są ozdobą kobiety piękniejszą niż droga biżuteria czy markowe ciuchy...

Jeśli to Was jeszcze nie przekonało do włosomaniactwa, to powiem jeszcze, że Włosomaniaczki wiedzą jak zmniejszyć przetłuszczanie się skóry głowy, a to już jest czysta oszczędność czasu i pieniędzy! :p

wtorek, 27 stycznia 2015

Masaż głowy

O zbawiennym wpływie masażu wie na pewno każdy, kto choć raz doświadczył go na swoim ciele. Poprawia on nie tylko krążenie krwi, ale i nasze samopoczucie. Ustępują różnego rodzaju bóle i uelastycznia się skóra (szczególnie przy zastosowaniu odpowiednich olejków). 

A jak działa on na skórę głowy i włosy?

Odpowiednio wykonany masaż usuwa martwe komórki naskórka oraz włosy, które już nam wypadły i "dyndają" sobie pośród tych jeszcze potrzebnych. Poprawiając krążenie krwi, dotlenia skalp i ułatwia wchłanianie się do organizmu m.in. witamin z jedzenia i naszych kosmetyków. Przyspiesza on również porost i zapobiega nadmiernemu wypadaniu włosów.

Jak masować skalp?

Przede wszystkim codziennie i delikatnie, opuszkami palców po ok. 4-5 min. Można go robić na oczyszczonej skórze głowy suchymi dłońmi lub wcierając olejki/wcierki. 

Co stosować w celu przyspieszenia efektów?

Np. Jantar. Wcierki świetnie się wchłaniają podczas masażu. Ważne jest, aby wybierać tylko te bez alkoholu, bo w przeciwnym razie możemy wysuszyć i podrażnić skórę. Może być to też oliwa lub olej arganowy. Olejki do masażu Alterra, które możemy kupić w każdym Rossmannie powinny się sprawdzić idealnie. Olejek rycynowy może być za gęsty i za bardzo "kleisty". Olejków eterycznych w masażu jeszcze nie stosowałam ze względu na wrażliwy skalp, ale wiem że niektóre dziewczyny chwalą sobie dodawanie 2-3 kropel (nie więcej!) do oleju w celu rozmasowania skóry głowy, skutkującego przyspieszeniem porostu włosów.



Osoby, które nie mają problemów ze zdrowiem, a w szczególności nie miewają zawrotów głowy mogą wykonywać 4-minutowy (nie dłuższy!) masaż głowy, pochylając się w dół (ok. 90 stopni). Pamiętajcie, aby ktoś był wtedy w pokoju na wypadek gdyby zakręciło Wam się w głowie. Początkowo masaże mogą być krótsze, aby przyzwyczaić organizm. NIGDY NIE NALEŻY PODNOSIĆ SIĘ GWAŁTOWNIE PO TAKIM ZABIEGU!

Ja po 2 dniach stosowania tego masażu (połączonego z wcieraniem Jantara) czuję się bardzo dobrze. Choć po Internecie krąży filmik o tym, że może przybyć nam po tym nawet 2-4 cale włosów w tydzień, ja spodziewam się 2 centymetrów w miesiąc, co w moim przypadku i tak graniczy z cudem. Zobaczymy... :-)

piątek, 23 stycznia 2015

Olejek rycynowy



Ten niedrogi, a przy tym dość uniwersalny olejek jest dodawany praktycznie do każdego pielęgnacyjnego kosmetyku, np.: pomadki, masła/balsamy do ust, kremy do twarzy/rąk, balsamy do ciała, maski do włosów, olejki na porost włosów. Możemy go również nakładać bezpośrednio na włosy lub skórę głowy. Opowiem Wam o kilku ciekawych zastosowaniach tego olejku na włosy.

W celu przyspieszenia porostu 

1-2 razy w tygodniu nakładamy lekko podgrzany w mikrofalówce olej rycynowy, dokładnie wcierając go w skórę głowy kawałek po kawałku... Przy takim stosowaniu z pewnością uzyskamy też dużo nowych, małych włosków.

Aby zmniejszyć czoło i/lub zakola

Wcieramy ciepły olejek w miejsca gdzie chcemy zagęścić włosy.

Do olejowania włosów

Wlewamy niewielką porcję olejku do ciepłej wody i polewamy włosy. Możemy tworzyć też inne mieszanki. Olejek rycynowy świetnie współpracuje z innymi olejami.

Jako dodatek do masek

Trochę olejku dodajemy do odżywczej maski i włosy chowamy pod czepek/czapkę. Całość trzymamy na włosach ok. pół godziny.

Żeby delikatnie przyciemnić włosy

Albo nakładamy olejek na zwilżone włosy albo polewamy mieszanką wody z olejkiem.

Jako odżywienie i zabezpieczenie końcówek

Odrobinę olejku nakładamy na suche końcówki (jeśli włosy nie są zniszczone, bo inaczej może je zbyt mocno wysuszyć!)

Dodając go do "babcinej" maski

1 żółtko kurze + łyżka stołowa oliwy + mała łyżeczka olejku rycynowego. Trzymamy na włosach godzinę.



Kilka uwag odnośnie stosowania olejku rycynowego:

- Aby podziałać na wypadanie, porost, zagęszczenie itp. olejek stosujemy na skalp
- Nakładając go na włosy, musimy liczyć się z tym, że olejek może je delikatnie przyciemnić
- Olejek jest bardzo gęsty i trudno go domyć szamponem (szczególnie jeśli nie był rozrabiany z wodą), więc najlepiej jest dla pewności umyć włosy 2 razy i dokładnie oczyścić skalp (można użyć szamponu z SLS, również rozwodnionego)
- Trzeba dać mu trochę czasu, najlepiej 1-2 godziny lub zostawić na całą noc, aby kuracja była skuteczna
- Ciepło zwiększa efektywność wchłaniania się olejów we włosy i skórę głowy, dlatego warto tego typu zabiegi robić przy pomocy np. foliowego czepka i ręcznika lub czapki
- Olejek działa, gdy jest stosowany systematycznie

A Wy próbowaliście już tego olejku? Jakie jeszcze znacie jego zastosowania?

piątek, 9 stycznia 2015

Olejowo-witaminowy kubek

Przeczytałam na jednym z blogów o nowej metodzie olejowania włosów i wydała mi się ona na tyle inspirująca, że postanowiłam ją wypróbować i podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami.

Przepis zainspirowany blogiem blondhaircare:
1. Do kubka wlewamy ciepłą wodę
2. Dodajemy olej lub mieszankę kilku olejów, np. arganowy i oliwę
3. Możemy jeszcze dołożyć inne półprodukty, np. witaminę A i E
4. Polewamy całe włosy naszą miksturą
5. Nadmiar wody odciskamy w ręcznik
6. Związujemy włosy jeśli są długie i wkładamy je pod foliowy czepek lub po prostu pod czapkę i zostawiamy na kilka godzin
7. Na ok. 10-20 min. przed zmyciem mieszanki, nakładamy odżywkę lub maskę, aby zatrzymała nam wodę we włosach i nie pozwoliła jej odparować (jeśli włosy mocno wyschły, możemy je zwilżyć odrobinę wodą lub hydrolatem). Następnie spłukujemy kosmetyk.
8. Myjemy włosy szamponem najlepiej 2 razy jeśli jest bez SLS i ponownie możemy nałożyć jakąś odżywkę/maskę jeśli jest taka potrzeba.
(Zamiast tego możemy umyć włosy szamponem tylko raz i drugi raz umyć je odżywką ziołową. Następnie spłukać i pozostawić do wyschnięcia)
9. Spłukujemy odżywkę/maskę i jeśli to możliwe, pozwalamy włosom wyschnąć samodzielnie

Ja zastosowałam składniki witaminowo-olejowej maski, którą moje włosy tak bardzo lubią pić. Półprodukty oraz ich proporcje można sobie dobrać do indywidualnych potrzeb albo eksperymentować z różnymi przepisami. 

Plusy takiego olejowania:
+ dobrze odżywia i nawilża włosy
+ składniki się mieszają i rozprowadzają na włosach w miarę równomiernie
+ samo tworzenie mikstury oraz jej nakładanie na włosy trwa dosłownie chwilę
+ włosy nie ociekają olejem tylko mają taką śliską warstewkę, którą możemy wyczuć podczas polewania (olejek "spływa" po naszych włosach)
+ włosy nie są ciężkie od nadmiaru oleju
+ ciepła woda rozchyla łuski włosów, ułatwiając wnikanie składników
+ systematyczne olejowanie przy odpowiednio dobranym oleju poprawia kondycję włosów, zmniejsza puszenie oraz pomaga dbać o zdrowe końcówki

Minusy tego sposobu:
- czas trwania całej akcji (nie wskazane jest wychodzić z domu z olejem na głowie z przyczyn estetycznych) 
- dla podtrzymania efektów ważna jest systematyczność
- ryzyko spuszenia przy niewłaściwie dobranym oleju

sobota, 29 listopada 2014

Jak poprawić kondycję włosów w miesiąc?

Postanowiłam nie czekać z tym postem do 1 stycznia, bo pewnie każdy z Was chciałby dobrze wyglądać w noc sylwestrową. Do imprezy został tylko miesiąc. Co możemy zrobić, aby poprawić stan naszych włosów w tak krótkim czasie? Długości nam dużo nie przybędzie, ale możemy poprawić ich kondycję.

W tym celu należy obciąć zniszczone końcówki i używać maski/odżywki najlepiej po każdym myciu. Osobom cierpliwym i bardzo zmotywowanym mogę polecić również:


- olejowanie włosów, czyli nakładanie niewielkiej ilości oleju (np. arganowego lub oliwy) na lekko zwilżone włosy i ogrzewanie ich pod czepkiem foliowym i ręcznikiem lub czapką przez ok. 2-3 godziny. Taką maskę można też zostawić na włosach na całą noc. Świetna w tej roli będzie witaminowo-olejowa maska. Następnie zmywamy ją szamponem 2 razy, aby dobrze oczyścić szczególnie skórę głowy. Oczywiście, każdy ma inne włosy, więc efekt może być różny. Na pewno jednak warto spróbować. Dobrze jest olejować włosy 1-2 razy w tygodniu, czyli do Sylwestra jakieś 4-8 razy.


- zażywanie suplementów, które zmniejszą wypadanie włosów. Warto, bo pewnie będziecie układać fryzurę na święta czy Sylwestra, a przed taką stylizacją dobrze jest wzmocnić cebulki. Na właściwe efekty trzeba zwykle zaczekać ok. 2-3 miesiące, ale akurat do Walentynek/Dnia Kobiet zdążycie.


Jeszcze tylko krótko wspomnę o włosowych (i nie tylko) postanowieniach. To, że muszą być one realne i że powinno się zacząć od dziś, chyba każdy wie. Moją metodą na wytrwanie jest silna motywacja z odrobiną luzu i dłuższym czasem na wykonanie zadania. Postanowiłam sobie, że będę jeść siemię lniane, wiedząc o tym, że na efekty trzeba czekać ok. 3 miesiące. Początkowo jadłam siemię codziennie, jednakże ze względu na przeziębienie musiałam wstrzymać kurację na kilka dni (nie chciałam łączyć enzymów cyjanogennych z lekami). Mogłam powiedzieć sobie: "Jak już przerwałam kurację i nie widzę efektów, to po co się starać?" i zrezygnować. Wybrałam jednak trochę luzu i zapas czasu, czyli uznałam, że nic takiego się przecież nie stało i nie dałam sobie pretekstu do rezygnacji. Liczyłam, że wyraźne efekty mogę zobaczyć po 4 a nie 3 miesiącach i dzięki temu miałam kilka dni w miesiącu luzu na wypadek np. choroby.


Metoda ta jest skuteczna tylko gdy mamy zapas czasu, a więc robiąc sobie dzisiaj postanowienie "Do wakacji zapuszczę włosy za łopatki (np. 7 cm)". Nie uda się natomiast dokonać dużych zmian na włosach w miesiąc (nie licząc zmiany koloru, ostrego cięcia i przedłużania włosów). Fajnie jest też powiedzieć sobie, że musimy się zmieścić w przedziale tych 4-8 olejowych masek do imprezy sylwestrowej. Wtedy nakładamy ją obowiązkowo raz w tygodniu, a drugi raz jeśli będzie nam się chciało. Tak czy inaczej, osiągniemy swój cel 4 masek w grudniu (pytanie tylko czy to wystarczy naszym włosom?).

Także zachęcam Was dzisiaj do 2 postanowień: 1 surowego przez miesiąc i 1 luźnego np. do końca czerwca. Ja uroczyście postanawiam do Sylwestra raz w tygodniu stosować olej rycynowy na skalp (na porost włosów i nowe włosy) oraz pić pokrzywę 5-7 dni w miesiącu do końca czerwca (pokrzywa jest dobra też na bóle miesiączkowe). Życzę Wam dobrych postanowień i samych sukcesów! 


O zdrowej diecie i szybkich przekąskach możecie przeczytać tutaj:

http://ambereko.com/pl/zdrowe-przekaski/


środa, 29 października 2014

Witaminowo-olejowa maska



Uznałam, że ekologiczny szampon i maska to trochę za mało dla moich włosów, dlatego kontynuuję kurację Jantarem. Dziś nałożyłam jeszcze witaminowo-olejową maskę. Oto jak ją przygotowałam:

Do kieliszka od wódki wlałam 10 kropli witaminy A oraz 10 kropli witaminy E (do kupienia w aptece, płynne w małych buteleczkach). Do tego dolałam podobną ilość oleju arganowego oraz oliwy. Całość wymieszałam palcem i nałożyłam na lekko zwilżone włosy. Następnie założyłam na głowę wełnianą czapkę przeznaczoną tylko na domowe maseczki. Taką maskę trzeba trzymać na włosach min. 1 godzinę, ale polecam przynajmniej 2. Można przed założeniem czapki nałożyć foliowy czepek lub po prostu torebkę foliową. Ja nie przepadam za tym sposobem ze względów komfortowych, ale wiem że działa, bo tworzy się  na głowie sauna i produkty lepiej wnikają we włosy. Mi wystarcza czapka.

Wyłączyli u nas ciepłą wodę na prawie cały dzień, więc trzymałam oleje na głowie przez jakieś… 7 godzin! Ale nie szkodzi, bo przynajmniej składniki miały czas, żeby dobrze się wchłonąć, a ja akurat tego dnia nie musiałam nigdzie wychodzić. Maseczkę zmyłam szamponem z proteinami pszenicy, którego obecnie używam i nałożyłam na 10 min maskę z oliwą (mój stały duet w tym miesiącu). Po zmyciu maski i odczekaniu kilku minut w grubym „mięsistym” ręczniku na głowie, wtarłam w skalp Jantar i spryskałam nim włosy na długości. Pozwoliłam włosom wyschnąć samodzielnie.

Widać, że spodobał im się ten zabieg, więc będę go częściej stosować. Włosy u nasady praktycznie zawsze wyglądają dobrze, ponieważ jest to najzdrowsza część włosa. Jest najnowsza i nie miała jeszcze czasu się zniszczyć. Skuteczność kosmetyków oceniam przede wszystkim na podstawie końcówek. I tutaj muszę przyznać, jestem naprawdę zachwycona. Są mięciutkie i ładne, bardzo podatne na układanie (po wyschnięciu związałam włosy w koczek i zrobiły mi się piękne loki!). Wyglądają zdrowiej… Jakby były grubsze, choć to chyba niemożliwe po 1 aplikacji.  Kurację powtórzę, gdy tylko będę miała trochę czasu i gdy skończą już ten remont w bloku. Taką lub podobną kombinację półproduktów mogę polecić każdemu, zarówno do włosów, jak i do twarzy. Jest po prostu świetna.